— To nic nie wiecie? A dyć wszystkie w kreminale!
Agata jeno ręce spletła w niemym krzyku boleści.
— Powiedziała mi już to słowo Jagustynka, jeno uwierzyć nie mogłam.
— Najczystszą prawdę wam rzekła, tak ci jest, tak!
Wyprostowała się na te wspominki, a po wynędzniałej twarzy posypały się ciężkie łzy.
Agata patrzała w nią jak w obraz, nie śmiejąc już dopytywać.
— Mój Jezu! Sąd ci tu był we wsi ostateczny, kiej ano wzięli wszystkich i do miasta powiedli, ostatnia godzina, powiadam wam, że dziw, jako żywię jeszcze i ten dzień jasny oglądam! A to już jutro będzie całe trzy tygodnie, a mnie się widzi, jakby to wczoraj się stało. Ostał jeno w chałupie Maciek, wiecie, i dzieuszyska, które teraz gnój powiezły w pole, i ja sierota nieszczęsna!
— A poszły! ścierwy... to własne dzieci tratują jako te świnie! — krzyknęła naraz na gęsi: — Pilusie, pilu, pilu, pilu!
Nawoływała gąsięta, bo całym stadem, z matkami na czele, ruszyły w opłotki.
— Niech się zabawią, gap479 nikaj480 nie widać, przypilnuję bacznie.