Młyn gdziesik515 hurkotał bez przestanku, a jakaś niewidna rzeczka mrowiła się516 po kamieniach cichuśkim, przytajonym bełkotaniem.
Kokoty517 piały już na umor i ptaszyny różne zgwarzały się518 z cicha po sadach jakoby w tym pacierzu społecznym, kiej Hanka przecknęła, śpik519 ją ano zmorzył i strudzone520, niewywczasowane kości ciągnęły pod pierzynę, ale się nie dała, szronem przetarła oczy i nalazłszy521 to zagubione słowo pacierza poszła w podwórze naglądać chudoby522 a budzić śpiące.
Najpierw wywarła drzwi do wieprzka, któren usiłował na przednie kulasy się zwlec, ale że spaśny był wielce, zwalił się na gruby zad i jeno chrząkającym ryjem wodził za nią, gdy mu żarcie przegarniała dorzucając niecoś świeżego.
— Portki tak ciężą, że ci i na kulasy niełacno; jak nic ma na cztery palce słoniny. — Obmacała mu boki z lubością.
Otwarła potem do kur porzuciwszy przed progiem na przynętę świńskiego jedzenia przygarścią523, że sfruwały z grzęd skwapliwie, koguty zaś piać wzięły524 rozgłośnie.
Gęsi, zawarte pobok525, przyjęły ją gęganiem i sykami; wygnała precz gęsiory, iż wnetki526 wojnę uczyniły z kurami, a zaczęła wyciągać spod matek, siedzących w gniazdach, jaja i przepatrywać je pod światło.
— Leda godzina kluć się będą — myślała nasłuchując cichego, ledwie odczutego dziobania w jajach.
Rychtyk527 i Łapa wylazł z budy, kiej szła ku stajni, przeciągnął się a ziewał, nie bacząc na syczące nań gąsiory.
— Hale! próżniaczysko, niby parob noc przesypia, coby stróżował!
Pies pomachał ogonem, szczeknął radośnie, buchnął przez528 kury, aż się pierze posypało, i dalejże drzeć się do niej, skakać do piersi, a polizywać ręce, że rada nierada pogłaskała go po łbie.