— Drugi człowiek a tak czujący nie będzie, jako to stworzenie. Miarkuje529 jucha530 gospodarza! — Wyprostowała się ździebko wodząc oczyma po oszroniałych dachach, bo jaskółki, siedzące rzędem na kalenicy531, zaświegotały pieściwie532.
— Pietrek! Dzień ano kiej wół! — zakrzyczała bijąc pięścią we drzwi stajni, a posłyszawszy mruczenie i odsuwanie zawory wywarła drugie zaraz drzwi do obory.
Krowy leżały rzędem przed żłobami.
— Witek! A to śpi pokraka, kiej po weselu!
Chłopak się wraz przebudził, skoczył z pryczy i jął pośpiesznie wciągać portczyny533 i cosik mamrotać strachliwie.
— Przyrzuć krowom siana, by przejadły534 do udoju, i zaraz przychodź skrobać ziemniaki. A łysuli nie dawaj, niech ją sama pasie — dodała twardo, bo była to krowa Jagusi.
— Tak ją pasą, aże535 krowa ryczy i z głodu słomę spod siebie wyjada.
— A niech zdycha, nie moja strata! — szepnęła zawzięcie.
Witek jeszcze tam cosik536 mruknął, ale skoro wyszła, gruchnął się w poprzek barłogu z obertelkiem537 w garści, byle jeszcze z pacierz zadrzemać.
Hanka zaś poszła jeszcze do stodoły, gdzie na klepisku okryte słomą leżały ziemniaki przebierane538 do sadzenia, i zajrzała pod szopę, kędy składali wszelki sprzęt gospodarski. Łapa wyskakiwał przed nią, co chwila zbaczając do gęsiorów i wojnę z nimi czyniąc, aż wszystko obejrzawszy bacznie, czy jakiej szkody z nocy nie ma, jak to czyniła co dnia, polazła do przełazu, wyjrzeć w pola na oziminy.