Nie mogła się uspokoić.
— Nim Jambroż wróci, kiełbasy będą gotowe... — zagadywała stara.
Ale Hanka zmilkła, zajęta pracą, a głównie rozmyślaniem, jak by odebrać połcie owe i szynki.
Ogień trzaskał na kominie i tak się galanto buzowało, że w całej izbie było czerwono, w garach parkotały gotujące się różności, z których czyniono kiszki, a dzieci cosik trwożnie gaworzyły nad nieckami z krwią.
— Laboga, jaże me mdli od tych smaków! — westchnął Witek pociągając nosem.
— Nie wywąchuj, bo możesz co oberwać! Krowy ano pój, siano zakładaj i sieczkę na noc zasypuj... Późno już! Kiedy to obrządzisz?...
— Pietrek zaraz przyjdzie, sam przeciek nie uredzę...
— A kajże to poszedł?
— Nie wiecie?... pomaga sprzątać na drugiej stronie!...
— Co? Pietrek! ruszaj bydło obrządzać!