— Cichocie, kobiety, by was nie skarali za ubliżenie urzędowi!
— Niech karzą, niech wezmą do kozy, do oczu stanę choćby największemu urzędowi i wypowiem wszystko, w jakim to ukrzywdzeniu żyjemy!...
— Wójta bym się bojała!... Figura zapowietrzona!... Tyle mi znaczy, co ta kukła do strachania wróbli!... Nie pamięta o tym, że chłopy go wybrały, to i one mogą z tego urzędu zesadzić... — wrzeszczała Płoszkowa.
— Karać by jeszcze mieli!... A nie płacim to podatków, nie dajem chłopaków w rekruty, nie robim, co ino każą!... Mało im jeszcze, że nam chłopów pobrali!...
— A niech się zjawią, wnet jakaś bieda pada na kogoś.
— Psa mi ano we żniwa w polu ustrzelili!...
— Mnie zaś do sądu podali, że się sadze zapaliły!...
— A mnie to nie, żem to łoni len suszyła za stodołą?
— A jak to sprały Gulbasiaka, że kamieniem na nich puścił!...
Krzyczały spólnie, ciżbiąc się do Rocha, aż uszy zatykał od wrzasku.