— Bóg zapłać. Strażnikowi się kłaniaj, pisarza obłapiaj za nogi i bele ciaracha, co z urzędu — też... Wielgi mi honor! Nie płacą podatków, most się popsowa, wścieknie się pies, który weźmie kłonicą po łbie — kto winowaty?... Sołtys winowaty, do śtrafu sołtysa ciągają! Hale, jest profit. Dosyć ja pisarzowi i do powiatu nanosił i kur, i jajków, i gąskę niektórą...

— Prawdę mówicie, ale Pietrkowi wójtostwo do grdyki nie wraca, nie; grontu już dokupił i stodółkę dostawił, i konie ma kiej te hamany!...

— Juści, ino nie wiada, co mu z tego ostanie, kiej się urząd skończy...

— Myślicie...

— Oczy swoje mam i miarkuję se zdziebko...

— Dufny ci on w siebie i z dobrodziejem58 koty drze.

— A że mu się darzy, to ino bez kobietę; on se wójtuje, a ona w garści wszyćko dzierży.

Milczeli znowu z pacierz dobry.

— A wy to nie poślecie z wódką do której?... — zapytała ostrożnie.

— I... nie bierą mę już ciągotki do kobiet, za starym...