Rozwinęła go na izbie, że zabłysnął i zamigotał kiej tęcza i grał farbami, aż oczy trza było mrużyć.
— Śliczności, nie wełniak! Wielka szkoda, ale cóż?... sama potrzebuję grosza na święta. Nie możecie to poczekać do Przewodów?
— Hale, kiej mi choćby w tej godzinie potrzeba!
Zwijała prędko wełniak odwracając twarz jakby zawstydzona.
— Może wójtowa kupi... łatwiej u nich o grosz.
Wzięła go raz jeszcze oglądać, a do boku przymierzać i z westchnieniem żalu oddała.
— Swojemu chcesz posłać pieniędzy do wojska?
— Juści... pisał... skamle, że mu bieda... Ostajcie z Bogiem!
I prawie pędem wybiegła z chałupy, a Jagustynka rozcierająca w cebratce ziemniaki la maciory zaczęła się śmiać na całe gardło.
— Przyparliście ją, że dziw kiecki nie zgubiła z pośpiechu! Pieniędzy jej potrza la Mateusza, nie la chłopa.