— Ksiądz po wino do mszy się wybierał — objaśniał Jambroży.
— Że to Rocha wziął na probanta, nie Dominikową! — drwiła stara.
Nie zdążyła się odciąć Dominikowa, bo kowal wszedł i wójt podniósł się do niego z kieliszkiem.
— Spóźniłeś się, Michał, to gońże nas teraz!
— Prędko was, kumie, zgonię, bo tu już po was lecą...
Co jeno domówił, wpadł zadyszany sołtys.
— A chodźże, Pietrze, pisarz ze strażnikami na was czekają.
— Psiachmać, że to ni pacierza spokojności! Hale cóż, urząd pierwszy...
— Odprawcie ich prędko i powracajcie.
— Abo to chwaci czasu; o pożar na Podlesiu i o wasz podkop będą penetrowali...