— Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi.

— Nie wymawiam ci i ja...

— Ino kto drugi?... Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą...

— We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko...

— Pewnie, że jest lepiej.

— To se idź i posmakuj.

— Z gołymi rękami nie pójdę.

— Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać.

— Ociec! — wrzasnął Antek zrywając się z ławki, ale opadł zaraz, bo Hanka ujęła go wpół, a stary popatrzył groźnie, przeżegnał się, jako że już było po obiedzie, i odchodząc do izby rzekł twardo:

— Na wycug do ciebie nie pójdę, nie!