Długo się owo nabożeństwo ciągnęło, jaże kowal zaczął przyśpieszać, wydzierał się mocno, nad drugimi górując, a często wołał za siebie:
— Pośpieszajta się, ludzie... — że to opóźniali się z nutą niektóre.
A nawet raz huknął na Maciusia Kłębowego:
— Nie drzyj się, jucho, boś nie za bydłem!
Że zgodliwie już poszło, i głosy podrywały się razem kiej te stada gołębie i krążąco, z wolna unosiły się ku niebu ciemniejącemu.
Dobranoc, wonna lilija!
Dobranoc!
Niepokalana Maryja!
Dobranoc!
Mrok już zgęstniał i noc ciepła i cicha świat otulała, zasie na niebie występowały gwiazdy rosą roziskrzoną, kiej się zaczęli rozchodzić.