Dzieuchy, wpół się pobrawszy, zawodziły po drogach.
Hanka powracała jeno z dzieckiem na ręku i srodze czegoś zadumana, gdy przysunął się kowal i w podle szedł.
Nie ozwała się; dopiero przed domem, widząc, iż nie ostaje, rzekła:
— Wstąpicie to, Michał?
— Przysiędę w ganku i powiem co wam — szepnął cicho.
Ścierpła nieco, szykując się jakąś nową biedę posłyszeć.
— Byliście pono u Antka? — pierwszy zaczął.
— Byłam, ale mnie do niego nie puścili.
— Tegom się i bojał.
— Mówcie, co wiecie! — mróz ją przeszedł.