— Gdzieby... Nowy Rok to?

— Może dolać araku?

— Ale... nie chwaci... — Przeliczył pieniądze i żałośnie spojrzał na flaszkę araku.

— Poborguję, albo ja to Kuby nie znam!...

— Nie trzeba... chto borguje, ten się z butów zżuje... — powiedział ostro.

Mimo to Jankiel postawił przed nim flaszeczkę araku.

Opierał się, już nawet brał się wyjść, ale jucha harak tak zapachniał, że jaże w nosie wierciło, więc się i nie zmagał dłużej, jeno wypił nie medytując.

— Zarobiliście w lesie?... — pytał Jankiel cierpliwie.

— Nie w lesie... — ptaszków, com je w sidła chycił, zaniesłem dobrodziejowi sześć i dali mi złotówkę...

— Złotówkę za sześć! Ja bym za każdego dał Kubie dziesiątkę.