— Nie dam i żenić ci się nie przyzwolę! — buchnęła.
— I przez waszego przyzwoleństwa się obędę!
— Szymek, pomiarkuj się i ze mną nie zadzieraj!
Pochylił się naraz przed nią i pokornie podjął za nogi.
— Dyć was proszę, matko, dyć skamlę jak ten pies!...
Łzy mu zalały gardło.
Jędrek też ryknął i dalejże matkę całować po ręku, obłapiać za nogi a molestować wraz z bratem.
Odgarnęła ich od siebie ze złością.
— Ani mi się waż przeciwić, bo cię wygonię na cztery wiatry!... — krzyknęła wytrząchając pięściami.
Ale Szymek już się nie ulęknął, matczyne słowa śmignęły go kiej biczem, że zakipiał, wyprostował się hardo i rodowa Paczesiów zawziętość buchnęła mu do głowy; postąpił na izbę i rzekł strasznie spokojnie, bodąc ją rozgorzałymi ślepiami: