— I przyjęła cię, co? — aż się jej broda trzęsła ze śmiechu.
— Jakże!... przyjęła, juści.
— Trafiło się ślepej kurze ziarno: jeszcze by nie, taka wywłoka!
Szymek się zmarszczył, ale czekał, co powie więcej.
— Przynieś wody ze stawu, a ty, Jędrek, wieprzka wypuść, bo kwiczy...
Zrobili to prawie bezwolnie, a kiej znowu Szymek rozparł się na ławce i młodszy jął majdrować cosik pod blachą, stara rozkazała twardym głosem:
— Szymek, picie zanieś jałówce!
— Wynieście se sami, za dziewkę służył wama nie będę! — burknął hardo, rozpierając się na ławie jeszcze szerzej.
— Słyszałeś?! Nie doprowadzaj me do złości przy świętej niedzieli...
— Wyście też słyszeli, com rzekł: dajcie pieniędzy, a żywo!...