Jakoż i czuło się w powietrzu święty dzień odpustowy; święto było po chatach, przystrojonych zielenią, w dalach przebłyskujących kieby zapalonymi świecami, w radosnych głosach i w tym cosik825, czego nie wypowiedzieć, a co się unosiło nad polami rozpierając serca lubą cichością i weselem.

A naród śpieszył tłumnie na owe święto i walił ze wszystkich stron. Kłęby kurzawy toczyły się nieustannie nad wszystkimi drogami, turkotały wozy, rżały konie, leciały głosy przeróżne, wiązały się głośne rozmowy, czasem ktosik826 wychylał się z półkoszków i krzykał827 do pieszych, gdzie znowu śpieszył zapóźniony dziad jękliwie przyśpiewując, a po wozach niektórych szeptano pacierze, pozierając dokoła z niemym podziwem, gdyż ziemia stojała828 przystrojona kieby829 na te gody weselne, cała we kwiatach i zieleni i cała w ptasich śpiewaniach, w chrzęstach zbóż i brzęku pszczół, a taka cudna, nieobjęta, weselna i przenajświętsza w onej mocy żywiącej, jaże830 piersi zapierało.

Drzewa po miedzach stojały831 kieby832 na stróży833, zapatrzone w słońce, a dołem jak okiem sięgnąć leżały pola zielone, szumiące jak wody wzburzone, i jak wody przewalały się niekiedy ze strony na stronę, bijąc o wszystkie drogi, miedze i rowy, co migotały kiej834 te wstęgi kwietne szczodrze przeplecione puszystą bielą, żółtością i fioletem; kwitnęły już bowiem owe ostróżki przeróżne, kwitnęły powoje patrzące z żytnich gąszczów przytajonymi, pachnącymi oczami, kwitnęły modraki, miejscami, kaj835 ździebko836 wymiękło, tak gęsto, jakby tam niebo się kładło, kwitnęły wyczki całymi kępami, a one jaskry, a mlecze i krwawe osty, a ognichy i koniczyny, a stokrotki, a rumianki dzikie, a tysiąc inszych, o których jeno837 sam Jezus pamięta, boć jemu tylko kwitną i tak pachną, że prosto czad bił od pól kieby w kościele, gdy jegomość838 okadza Sakramenta.

Ten i ów pociągał nosem z lubością, a konia batem okładał i pośpieszał, gdyż słońce prażyło coraz ogniściej, jaże839 śpik840 morzył, że już niejeden srodze łbem kiwał.

To i pokrótce841 Lipce napełniły się narodem po wręby.

Jechali bowiem i jechali bez przestanku, że już wszędy842 na drogach, dokoła stawu, pod płotami, w podwórzach i kaj843 jeno844 było można zachwycić nieco cienia, ustawiały się wozy i wyprzęgano konie, bo na placu przed kościołem była już taka gęstwa i tak wóz stojał845 przy wozie, że ledwie się przecisnął.

Lipce prosto846 ginęły w tej nawale ludzi, wozów i koni.

Rwetes847 też był coraz większy, gwary i krzyki podnosiły się nad całą wsią. Naród szumiał kiej848 bór rozkolebany. Kobiety obsiadały staw moczyć nogi, wzuwać trzewiki, a ogarniać się przystojnie do kościoła, chłopi rajcowali kupami zmawiając się ze somsiady849, zaś dziewuchy850 i chłopaki cisnęły się łakomie do kramów i bud, a głównie do katarynki grającej, na której jakiś zwierz zamorski, czerwono przystrojony i z pyska podobny do starego Miemca851, czynił takie pocieszne skoki a figle, jaże852 się za boki brali ze śmiechu.

Katarynka przygrywała zawzięcie i na taką nutę, jaże853 niejednemu kulasy854 drygały, a jakby do wtóru i dziady usadowieni we dwa rzędy, od kruchty do placu, jęły855 wyciągać swoje pieśni proszalne, zaś w samych wrotniach856 cmentarza siedział ślepy, tłusty dziad, co go to zawdy857 pies prowadzał, i śpiewał najżarliwiej i najcieniej wyciągał.

Ale skoro jeno zasygnowali858 na sumę859, naród porzucił zabawy i kiej860 wezbrany potok lunął do kościoła i tak go napchał, jaże861 żebra trzeszczały, a cięgiem jeszcze przybywali nowi gnietąc862 się, a nawet swarząc863, ale większość musiała ostać864 na dworze, tuląc się pod mury i drzewa.