— Dajta spokój, chłopaki, niech odejdzie ta zaraza.
— A żeby was mór nie ominął, psy heretyckie.
A któraś z lipeckich wyciągnęła pięście923 i zakrzyczała za nimi:
— Bych was wytracili co do jednego kiej924 psy wściekłe...
Przejechali wreszcie ginąc na topolowej, że jeno z cieniów i kurzawy szły słabnące naszczekiwania i turkoty wozów.
Wtedy taka radość rozparła Lipczaków, co już nie sposób było się komu brać do pacierzów, bo jeno kupili się coraz gęściej kole925 dziedzica. A on rad temu wielce, pogadywał wesoło, częstował tabaką i w końcu rzekł przypochlebnie:
— Tęgoście podkurzyli, cały rój się wyniósł.
— A bo im nasze kożuchy śmierdziały — zaśmiał się któryś, a Grzela, wójtów brat, wyrzekł niby to z frasobliwością:
— Za delikatny naród na chłopskich somsiadów926, bo niech jeno927 któren928 wzion929 przez łeb, to zaraz na ziem930 leciał...
— Pobił się to kto z nimi? — pytał rozciekawiony dziedzic.