— Zaśby ta pobił, Mateusz ta jednego tknął, że mu nie odrzekł na Pochwalony, to zaraz juchą się oblał i dziw duszy nie zgubił.
— Do cna miętki931 naród, na oko chłopy kiej dęby, a spuścisz pięść, to jakbyś w pierzynę trafił — objaśniał z cicha Mateusz.
— I nie szczęściło się im na Podlesiu. Krowy im pono padły.
— Prawda, nie wiedli za sobą ani jednej.
— Kobus mogliby powiedzieć! — wyrwał się któryś z chłopaków, ale Kłąb krzyknął ostro:
— Głupiś kiej932 but! Na paskudnika pozdychały, wiadomo...
Jaże933 się pokurczyli z tajonej uciechy, ale nikto już pary nie puścił, dopiero kowal przysunąwszy się bliżej rzekł:
— Że się Miemce wyniesły, to już pana dziedzicowa łaska.
— Bo wolę sprzedać swoim, choćby za pół darmo — zapewniał gorąco, prawiąc różnoście934 a rozpowiadając, jak to on i jego dziady, i pradziady zawsze jedno trzymali z chłopami, zawsze szli razem...
Na to Sikora prześmiechnął się i powiedział z cicha: