— Nie poredzi, Szymek w swoim prawie i lata też ma.

— Niezgorsze się tam zrobi piekiełko, niezgorsze — wyrzekła Jagustynka.

— Mało to i tak swarów, mało obrazy boskiej! — westchnęła Hanka.

— Słyszeliście to już o wójcie? — zagadnęła Płoszkowa niesąc952 pobok niej swój brzuch spaśny i tłustą, czerwoną gębę.

— Dyć953 tyle miałam z pochówkiem i tylachna cięgiem954 nowych turbacji955, że ani wiem, co się tam na wsi wyprawia.

— A to starszy mówił mojemu, jako w kasie brakuje dużo. Wójt już lata po ludziach i skamle o pożyczki, aby choć chyla tyla zebrać, bo leda956 dzień przyjedzie śledztwo...

— Jeszczech ociec mówili, co na tym skończyć się musi.

— Wynosił sie, puszył, przewodził, a teraz zapłaci za swoje państwo!

— To mogą mu zabrać gospodarkę?

— A mogą, zaś kiejby957 nie chwaciło958, to se959 resztę odsiedzi w kreminale — gadała Jagustynka — używał jucha, niechże teraz pokutuje.