Szarpnął się i poszedł przodem, że ledwie za nim zdążyła.

— Już buczysz1035 kiej to cielę! — rzucił odwracając się nagle.

— Nie, nie... jeno mi proch1036 wleciał do oka.

— Jak widzę płakanie, to jakby me kto nożem żgnął!

Zrównał się z nią i rzekł dziwnie serdecznie:

— Naści parę groszy, kup se co na odpuście, a potem przyjdź do karczmy, to potańcujemy.

Spojrzała oczami, co to jakby mu do nóg leciały z podzięką.

— Co mi ta pieniądze, takiś dobry... takiś... — szeptała rozpłomieniona.

— A z wieczora przychodź, przódzi1037 czasu miał nie będę.

Obejrzał się na nią jeszcze z proga, uśmiechnął i wszedł do sieni.