— Niezgorzy, chwała Panu Bogu, niezgorzy juścić.
— Cóż u was słychać? jakże sobie radę dajecie sam?
— Sam? e... panienko, nie sam, bo żonę mam, jak się patrzy.
— Ożeniliście się!.. no i któraż żona lepsza?
Roch wsadził palec pod czapkę, zafrasował się i po krótkim namyśle rzekł:
— I... zawżdy ta nowa mocniejsza.
— Cóż za jedna? panna, czy wdowa?
— Jakby to rzec, juści niby panna, ale ta ździebko nie umiała pilnować kole swego panieństwa i przypadek się zdarzył w ten czas, kiej moja nieboszka pomarła; ale dobra kobieta i robotna i szmat ma galantych i krowę z cielakiem, jako że nie samą wziąłem — dali i spłata będzie niezgorsza, dwa tysiące. Piękna kobieta, czerwona, mocna w garści, rozłożysta, nie taki chuderek kiej nieboszka! Piękna kobieta.
Skinęła mu głową i poszła, pociąg dochodził i Andrzej z bagażami stał już na peronie. Z okna pociągu zobaczyła Świerkoskiego; szedł ze swojego mieszkania skulony, z rękami w rękawach, zapatrzony w ziemię; cofnęła się żywo, ale podniósł oczy, spostrzegł ją i przystanął na mgnienie; kopnął Amisa, który się także zatrzymał i spiesznie ruszył dalej.
W Warszawie, prosto z pociągu pojechali do szpitala.