— I nic więcej... — szepnęła ironicznie. — To stary repertuar...
— Znudził panią! a dobrze, popiszę się nowym natychmiast.
— Ciekawam.
— Ciekawość jest pani cechą bardzo ważną.
— Czy to określenie jest już z nowego repertuaru? Pytam, bo wydaje mi się znajomem...
Nie odezwał się, zabolała go ta ironja, bo zresztą jej ruchy, nieco ciężkie, lekko rozkołysane, te ramiona wspaniale uformowane, te usta purpurowe, zmysłowe, przy oczach spokojnych i głębokich, ta cała postać dumna i drażniąca działała na niego dziwnie: przyciągała i gniewała na siebie, że ulega czarowi. Ogarniał ją płomiennym wzrokiem; spostrzegła to i włożyła kapelusz, który dotychczas niosła w ręku.
— Niech pani się nie szpeci tem pudłem — zaprotestował.
— Nie lubię, żeby mnie taksowano oczyma — powiedziała twardo.
— Kto pani jest? — Uderzyły go jej słowa, niby pejcz przez twarz.
— Człowiek.