— Herbatki z araczkiem napijecie się, prawda? — zaproponował, wycierając sobie brwi i włosy perfumami.

— Spóźnimy się i zajdziemy na dziesiątą.

— Jeszcze czas, wypijemy herbatki. Mama mówi, żeby zawsze przed wyjściem na powietrze zimne pić gorącą herbatę, bo to ociepla żołądek, zabezpiecza od przeziębień. Wiesz pan, możeby wziąć żakiet zamiast surduta, co? — zapytał, przeglądając się w lustrach.

— Jak Boga kocham, nie wiedziałem, że w tem jest jaka różnica.

— Ha! ha! nie wiedziałeś pan, to zabawne. Chyba pójdę w surducie, bo to wieczorna wizyta; tak, surdut dystyngowaniej wygląda, ale jakiego koloru rękawiczki?

Wyciągnął całe pudełko z rękawiczkami, przewracał, oglądał i nie mógł się zdecydować.

— Amis! chodźmy sami, bo ja muszę wcześnie wrócić, żeby się wyspać.

— Zaraz będę. Jedziesz pan gdzie rano? — Wciągał jasno-perłowe rękawiczki.

— Tak, jadę do Krosnowy, namawiać chłopów do wożenia kamieni.

— Dobrze idzie interesik, co? — zmienił perłowe na żółte.