— I... niech psy biorą takie interesy a nie ludzie.
— Orłowski mówił, że to świetny interes.
— Idjota! co on tam wie? Widzi zarobki, a nie widzi strat.
— Powiadał, że gdyby nie odradzała mu córka, to wziąłby tę dostawę sam.
— Ugryzłby! a jakże! — syknął ze złością — zresztą co może wiedzieć taka gęś!..
— Panna Janina gęś! Panie Świerkoski, to jest wcale niestosowne określenie panny Janiny — mówił Staś poważnie i zmienił rękawiczki żółte na czerwone. — Bardzo nawet niewłaściwe, bo takiej rozumnej i pięknej kobiety nie można nazywać gęsią...
Świerkoski przekrzywił twarz i drwiąco patrzył na Stasia.
— Rozumne, dobre, piękne, anioły, ideały i tak dalej! Amis! ty, piesku, jesteś lepszym i rozumniejszym od wszystkich panien na świecie! — szeptał, głaszcząc psa.
Staś oburzył się, ale dobrawszy rękawiczki, pozamykał szafy, kufry, walizy, pozasuwał szuflady, pochował i poukładał wszystko na swojem miejscu, i dopiero wyszli.
— Grzegorzu! — mówił do dróżnika przejazdowego, stojącego przed domem. — Powiedzcie żonie, aby naszykowała ciepłej wody, jak powrócę.