— Co panu po ciepłej wodzie?

— Wycieram się zawsze przed spaniem wodą i kamforą, albo lekki masaż sobie robię, to mi bardzo służy.

— A może pan polecisz wygrzać sobie łóżko i pantofle.

— No teraz ja powiem: chodźmy! — zawołał energicznie Stasio, który zwykle długo się wahał, namyślał, szykował, ale gdy już coś postanowił, to szedł naprzód niepowstrzymanie.

Staś milczał, podkręcał wąsów i układał w myśli jutrzejszy list do mamy.

— Podoba się panu panna Janina? — zapytał Świerkoski.

— Podoba mi się bardzo, ale... widzi pan, nie rozumiem, jak mogła panna z naszej sfery wstąpić do teatru. Grzesikiewicz miał się z nią żenić, stary ma pieniądze, nic nie rozumiem.

— Ma bzika, przecież córka swojego ojca.

— Wuj Felcio to samo mówił, chociaż i ci Grzesikiewiczowie to zupełne prostactwo.

— To są chamy, najczystsze chamy, dorobkiewicze, hołota, ot, co oni są, panie Babiński.