— Ino go zdzielić kłonicą po ty wilczy mordzie, niechby obaczył, co to oszukiwać.

— Poganin zapowietrzony. Mówią, co ino Żydy oszukują, a to swój, i pies taki...

— Jaki on ta swój, obieżyświat!...

Leciały groźby, wyrzekania, klątwy; pięści się zacisnęły, oczy rzucały błyskawice, twarze świeciły posępną, groźną nienawiścią; skupili się, baty zaciskali w rękach, przestępowali z nogi na nogę, drapali się w głowę, spluwali i stali kupą bezradną.

Domyśliła się, że to o Świerkoskim mowa.

Posłała przez jednego z chłopów list do Głogowskiego, a nazajutrz, spotkawszy Świerkoskiego, zapytała:

— Skończył pan już z kamieniami?

— Wczoraj właśnie wypłaciłem już chłopom za ostatnie fury.

— Słyszałam. Chłopi błogosławili panu i wydawali się bardzo zadowoleni... bardzo.

— Bardzo naturalne, płacę co do grosza, co się komu należy...