— Więc ostatni list od mamy był taki nieprzyjemny? — pytała trochę zirytowana.
— Tak, istotnie, był niezmiernie przykry, bardzo przykry — skarżył się płaczliwie.
— Cicho! — krzyknęła Tola, zaczęła nasłuchiwać i wyciągnęła próżną filiżankę do Zosi.
Zosia wstała, a chora, drzemiąca w fotelu, podniosła oczy na nich, uśmiechnęła się łagodnie, poruszyła ustami, i znowu powieki jej spadły i spała dalej.
Zosia, podawszy Toli herbatę, siadła przy nim.
— Musi mi pan pokazać ten list. Proszę o to, bardzo proszę, bardzo...
— Nie mogę, słowo daję. Są w życiu człowieka takie chwile, w których nie powinien ulegać... — bronił się i, jakby dla zabezpieczenia, wyjął list z kieszeni i ścisnął go w ręku.
— Będę się gniewała; ale prawda, cóż to pana może obchodzić, byle się mama nie gniewała... bo reszta dla pana obojętna. — Odwróciła się zadąsana.
— Gdyby pani wiedziała... gdybym mógł pani powiedzieć... gdybym...
— Trzeba się spytać mamy, czy pozwoli powiedzieć — szepnęła uszczypliwie.