— Dopłaca do rozgłosu.
— Ale zmusza do czytania, a przeto i do myślenia — szepnęła Janka i podniosła się nieco, bo się jej wydało, że jakiś głos znajomy rozległ się w przedpokoju. — Czytałaś, czy to bardzo zła rzecz? — pytała dalej.
— Czy państwo byli w Loreto? — wsadził znowu Rutowski.
— Nie czytałam, mąż powiedział, że to wprost niemożliwa rzecz.
— Tytuł w tym razie najlepiej definjuje treść.
— Że mężowi się nie podobała, no to może nie w jego guście, ale ty powinnaś się była przekonać. Bartek! — zawołała, podniosła się i poszła do przedpokoju, spojrzała przez szyby i powróciła.
— Bo to trochę na boku od Ankony, ale ślicznie. Morze, panie tego i owego, u nóg.
— Gdzie? — zapytał ostro Andrzej, bo ten niepokój Janki nie uszedł jego uwagi.
— Pod Ankoną, państwo byli w Loreto?
— Jechaliśmy zwykłym szlakiem jeżdżących do Włoch.