— Pobożnych pielgrzymów, t. j. z omijaniem pięknych miejscowości, a wstępowaniem do cudownych! — szepnęła Janka więcej do siebie.
— Ależ wspaniale mieszkacie, po książęcemu... — odwróciła rozmowę Helena, spostrzegłszy, że Andrzej spojrzał ostro na żonę i rzucił się na krześle.
— O tak!.. jest to przepych wielkiego składu mebli na Pociejowie.
— Ale, byłabym zapomniała ci powiedzieć, Janiu! Głogowski pisał do Stabrowskich z Paryża, obiecuje przyjechać do nich na wiosnę.
— Kto?.. a Głogowski! Głogowski!.. Jakże tu zimno! — Wzdrygnęła się, otuliła szczelnie jakimś szalem i nachylona nieco ku Helenie słuchała, ale oczyma błądziła po oknach i duszą była gdzieś na drodze, wiodącej z Witowa do Krosnowy.
— Te karebym kupił od pana... — mówił Woliński, zapalając cygaro.
— Są do sprzedania, może pan z ojcem pomówi o tem, to jego wydział.
— Nie jest panom ta para potrzebna?..
— Nie, a zresztą, my wszystko sprzedajemy, jeśli się trafi kupiec.
— Widzę, że macie wielki młyn.