— Co to szkodzi zobaczyć... — nalegała żydówka. Mom tanie rzeczy i ładne rzeczy! A może wstążki, koronki gipiurowe, pończochy?... może chusteczek jedwabnych?...

Janka zaczęła rozglądać rozłożone przedmioty i wybrała parę łokci jakiejś wstążki.

— Może i mama co kupi?... rzuciła na domysł, patrząc się uważnie.

— Sama jestem.

— Sama? — cmoknęła przeciągle, przymrużając oczy.

— Tak, ale tutaj mieszkać nie będę — powiedziała, usprawiedliwiając się niejako.

— Możebym ja nastręczyła mieszkanie?... Ja znam jedną wdowę, co una...

— Dobrze — przerwała jej Janka — niech pani poszuka dla mnie pokoju przy familii, na Nowym-Świecie, blizko teatru...

— Panienka z tyjatru?... a!...

— Tak.