— I mnie! i mnie!

Cabiński ścisnął pod stołem szpicrutę i czekał; skoro tylko dzieci zbliżyły się na pewną odległość, skoczył i zaczął je okładać, gdzie trafił.

Podniósł się pisk i wrzask; drzwi się z łoskotem otwierały i młodzi dyrektorowicze z krzykiem zjeżdżali na dół, po poręczach schodów.

Cabiński spokojnie czytał po raz drugi zaproszenie żonie, siedzącej w drugim pokoju.

— Na którą godzinę prosisz?

— Po przedstawieniu, napisałem.

— Trzeba poprosić kogo z recenzentów, ale to już osobne listy, albo ustnie prosić.

— Ja nie mam już czasu, a trzeba porządnie napisać.

— Zawołaj kogo z chóru, niech napisze.

— Ba! strzeli mi jakiego byka, jak ten Karol w przeszłym roku; wstyd miałem później... A może ty Pepa napiszesz?... masz ładny charakter.