— Królikowski, tak jak ty?... Jesteś krowienty, mój artysto!
— Pepa cicho, żebym ja ci nie powiedział, czem ty jesteś!
— O, powiedz, proszę cię, powiedz! — wołała ze złością.
— Nic wielkiego, nic nawet małego, moja najdroższa.
— Powiedz wyraźniej, co?...
— No, mówię, mówię, że nie jesteś Modrzejewską — zaśmiał się cicho i drwiąco Cabiński.
— Ty mi nie wyjeżdżaj z temi... z warszawskiego!...
— Nie irytuj się Pepa, że cię wtedy nie dopuścili do debiutu...
— Milcz! Widziałeś?... Słyszałeś, że dzwonią, ale nie wiesz, w którym kościele. Nie chciałam wtedy, jak i teraz nie chcę!... Za bardzo szanuję swoją godność ludzką i artystyczną.
Cabiński śmiał się już głośno.