— Dziękuję!

Wzięła papierosa, obejrzała go uważnie i zapaliła z uśmiechem nieznacznym.

— Słowo honoru, egipskie oryginalne — zapewniał, pochwyciwszy jej uśmieszek.

— Rzeczywiście, doskonałe!

— Cóż tam dzisiaj gramy, kochana dyrektorowo?...

— Naprawdę, to nie wiem, nianiu, czy ja co gram dzisiaj?...

Udawała zawsze, że nie dba i nie pamięta o scenie, że tylko oddycha domem i dziećmi.

— Wicek z książką nie przychodził dzisiaj, to pani nie gra — odpowiedziała niania, sprzątając pospiesznie ślady spustoszeń, jakie narobił Cabiński.

— Czytałem dzisiaj w „Gońcu” bardzo pochlebną wzmiankę o dyrektorowej.

— Niezasłużona może, bo ja wiem, jak się tę rolę grać powinno.