— Ho! ho! dziwna! dziwna! — szeptał stary.
Wyjął z kieszeni małą lupę i przez nią przyglądał się liniom dłoni, paznogciom, stawom palców i całej ręce.
— Szanowna publiczności! Tu się wróży z ręki, z nogi i z czegoś tam jeszcze!... tu się przepowiada przyszłość, daje się talent, cnotę, monetę w przyszłości! Po pięć kopiejek wejście, po pięć!... dla biedniejszych po dziesięć groszy! Prosimy szanowną publiczność, prosimy! — krzyczał Wawrzecki, naśladując doskonale głos hecarzy z Ujazdowskiego placu.
Aktorzy otoczyli ze wszystkich stron siedzących, zaglądali w rękę i śmiali się głośno.
— Niechże mecenas mówi!
— Prędko za mąż pójdzie?
— Kiedy zakasuje Modrzejewską?
— Czy bogatego bębenka mieć będzie?
— Może każe co postawić?
— Ilu tam już było?...