— No, ślicznie!... ale pani chcesz wejść na scenę w krótkim kostyumie i bez trykotów?...
— Nie mam!...
Zaczęły się śmiać wszystkie z jej miny zakłopotanej.
— Ja pani pożyczę! — zawołała Zielińska. — Zdaje się, że będą dobre na panią.
Okazywały jej życzliwość prawdziwą dlatego, że się dowiedziały, iż uczyć będzie Jadzię Cabińskich i że jej Pepa pożyczyła kostyumu. Chciały ją ująć i mieć za sobą w dyrekcyi.
Janka, przejrzawszy się w lusterku, aż krzyknęła z zadziwienia; nie poznała się prawie, tak ją zmienił róż, podczernione oczy i bielidło. Wydało się jej, że ma jakąś maskę na twarzy, bardzo mało podobną do niej samej i przystojniejszą, ale z takim dziwnym wyrazem, jaki miały wszystkie chórzystki.
Zeszła na dół do Sowińskiej.
— Moja złota pani, niech mi pani powie prawdę, jak ja wyglądam?... — prosiła rozgorączkowana.
Sowińska obejrzała ją ze wszystkich stron i roztarła palcem lepiej róż na policzkach.
— A od kogo ma pani kostyum?