Redaktor zakręcił się i pobiegł do męskiej garderoby.

— Dobry wieczór panom!... Jak się dyrektor masz?...

— Jakże w sali?... był redaktor w kasie?... Rekwizytor!... psiakość, brzuch dawaj mi prędzej!...

— Prawie wszystkie miejsca są wyprzedane...

— Jak tam idzie sztuka?...

— Dobrze, bardzo dobrze! Odświeżył, widzę, dyrektor chóry: jakaś śliczna jasnowłosa, aż ciągnie oczy...

— Co?... ona tak dobrze wygląda?... To świeża zupełnie.

— Policzę to jutro dyrektorowi za zasługę, że dbasz o oczy publiczności.

— Dobrze, dobrze... Brzuch dawać mi prędzej!

— Dyrektorze, proszę o kartkę na dwa ruble do kasy; muszę sobie zaraz posłać po buty — prosił jakiś aktor, naciągając pospiesznie kostyum.