I aż zawrót głowy uczuła z oburzenia na myśl, że może ją kto chcieć zmuszać i zaraz potem hardo patrzyła w przyszłość — i była już zdecydowaną na wszystko, byle nie ustąpić.

Słyszała, jak ojciec wstał, potem z okna przyglądała się pociągowi osobowemu, który odchodził; słyszała dzwonki stacyjne, szwargot kilku wsiadających żydków; widziała czerwoną czapkę ojca, żółte wypustki telegrafisty, rozmawiającego przez okno wagonu z jakąś panią; widziała i słyszała wszystko, ale nie rozumiała nic z tego.Ta stanowcza chwila, to jutro, wywierała na nią już swój wpływ.

Kręska przyszła i swoim zwyczajem, zaczęła kołować po pokoju cichym, kocim ruchem, nim się odezwała. Miała w twarzy wyraz współczucia i rzewność w głosie.

— Panno Janino!

Janka spojrzała na nią i przeczytała wyraźnie jej obawę.

— Nie! możesz mi pani wierzyć, że nie! — odpowiedziała silnie.

— Ojciec dał słowo... będzie chciał koniecznie posłuszeństwa... co to będzie z tego?...

— Nie! nie pójdę za mąż!... Może sobie ojciec odwołać słowo; mnie nie zmusi...

— Tak... ale zacznie się to dopiero wojna, zacznie!..

— Przetrzymałam już tyle, przetrzymam i więcej.