— Co się tam dzieje?... — myślała — co ojciec robi?... Prawda, przecież ja mam ojca!...

I poczuła w sobie nagle jakąś cieniutką nić sympatyi ku temu dziwakowi i tyranowi. Zobaczyła teraz jego samotność wśród ludzi obcych i szydzących z jego dziwactw.

— Może myśli o mnie?... — pytała sama siebie, ale przyszła jej na pamięć ostatnia scena i wszystkie przebyte udręczenia i poczuła w sobie jakąś niechęć zimną, prawie nienawistną.

Pomimo wszystkiego, podczas przedstawienia, na scenie, za kulisami, w garderobie, ojciec przychodził jej ciągle na pamięć. Zaczynała spokojnie rozmyślać nad stosunkiem swoim do ojca i nad jego charakterem i poczuła, że jest i było coś nienormalnego pomiędzy nimi. Myślała, co mogło go zrobić takim srogim i dziwacznym?... dlaczego jej nienawidził?...

Kotlicki przyniósł jej bukiet róż.

Przyjęła chłodno, nie patrząc na niego, tak była zajęta myślą o ojcu.

— Pani dzisiaj nie w nastroju — rzekł, biorąc jej rękę.

Wyrwała mu ją i zapytała:

— Czy jest możebnem, aby dzieci i ojcowie nienawidzili się wzajemnie?...

— W samem tem pytaniu jest już twierdząca odpowiedź... W takich klasycznych objawach jest to rzadkość po prostu, bo nienawiść nie jest przecież obojętnością, tylko... tylko cokolwiek odmienną formą miłości... Nienawiść, to zawsze krzyk serca zranionego...