— Żegnam panią!
I wyszedł.
Janka porwała się, jakby chcąc go zatrzymać, ale Kotlicki z Topolskim wchodzili do pokoju i witali ją wesoło. Ktoś trzeci szedł za nimi.
— Cóż to za szeroki pan?... Niech zdechnę, ale pierwszy raz widzę taką masę mięsa w surducie! — wołał ten trzeci.
— Głogowski! Za tydzień gramy jego sztukę, a za miesiąc... sława europejska! — przedstawiał Wawrzecki.
— A za trzy... będę głośny na Marsie z przyległościami!... Jak blaga, to niechże już będzie tęga.
Janka witała się i odpowiadała półgłosem Mimi, ciekawie wypytującej się o Grzesikiewicza:
— Dawny znajomy, sąsiad nasz, bardzo uczciwy człowiek...
— Kopiejczasty być musi ten młodzian... wygląda na takiego! — wołał Głogowski.
— Nawet bardzo bogaty. Mają największą owczarnię w Królestwie...