— Nie warto myśleć o niczem, co nie jest rozkoszą, pełną życia i młodości...
— Nie kończ pan głupstwa. Zjadać tylko masło z chleba, a potem marzyć przy suchym chlebie, że się było jednak dosyć naiwnym! — podchwycił Głogowski.
— Pan, widzę, nie lubisz jeść, tylko oblizywać.
— Panie...
— Kotlicki! — rzucił drwiąco.
— Mam honor wiedzieć o tem od drugiej klasy. Nie o to idzie; idzie o to, że pan zaleca rzeczy wprost naiwne, bo używanie, a mogłeś już na sobie sprawdzić smutne skutki tej wesołej teoryi.
— Pan jesteś w życiu i w literaturze zawsze paradoksalnym.
— Niech zdechnę, jeżeli pan nie masz słabych płuc, artretyzmu, małego „tabes”, neurastenii i...
— Licz aż do dwudziestu.
Zaczęli się gwałtownie sprzeczać, a potem wprost kłócić.