— Pewnie dobrzy znajomi?...
— Dobrzy, serdeczni i nie komedyanci — odpowiedziała z lekką ironią w głosie.
— Pani ma mściwą pamięć. Nie wierzy pani i nie przebacza... Pragnę tylko jednego: abym mógł przekonać panią...
— Niech się pan ożeni ze mną! — zawołała szybko, zwracając się do niego.
— Proszę o rękę pani! — odpowiedział w tym samym tonie.
Spojrzeli sobie prosto w oczy i spochmurnieli. Janka zmarszczyła brwi i zaczęła bezwiednie rwać zębami niedokończony wieniec, a on spuścił głowę i zamilkł.
— Chodźmy prędzej, bo się spóźnimy na przedstawienie.
— Więc jutro czytana próba z mojej sztuki?...
— Właściwie, to dopiero czytanie sztuki, gdyż Dobek nie skończył jeszcze rozpisywania ról...
— Jezu! a kiedyż wystawicie?...