— Może bukiet pani przeszkadza, to go mogę nieść... — rzekł, wyciągając rękę po kwiaty.

— O, nie! dziękuję...

— Bardzo drogi!... — rzekł, uśmiechem podkreślając słowa.

— Nie wiem, ile kosztuje — odpowiedziała zimno, nie okazując wcale usposobienia do rozmowy.

Władek się roześmiał; potem mówił o matce, a wkońcu rzekł:

— Może pani zajrzy do nas... Mama jest chora; od kilku dni nie podnosi się wcale z łóżka...

— Mama chora?... Widziałam ją dzisiaj w teatrze.

— Nie może być!... — zawołał, naprawdę zmieszany. — Daję pani słowo, że byłem pewny... bo mi matka mówiła, że od kilku dni nie wstaje...

— Mama mi coś urządza... — dodał wkońcu chmurnie.

Niedzielska go tylko szpiegowała nieustannie i wytrwale, i zawsze musiała wiedzieć, z kim prowadzi jaki romans, bo wciąż truchlała, żeby się Władek nie ożenił z jaką aktorką...