Stara ustawiła kawę na stoliku i wskazując na bukiet, rzekła z uśmiechem:

— Piękne kwiaty!... Czy to od tego obywatela?...

— Tak — odpowiedziała krótko.

— Znam kogoś, coby z wielką przyjemnością przysyłał takie same codziennie... — zaczęła niby od niechcenia Sowińska, sprzątając pokój.

— Kwiaty?

— No... i coś więcej, jeśliby to coś było przyjmowanem.

— Musiałby ten ktoś być bardzo a bardzo naiwnym i mnie nie znać...

— Proszę pani, każdy głupieje podobno z miłości.

— Być może — odpowiedziała krótko i słuchała coraz pilniej, bo przeczuwała jakąś propozycyę.

— Nie domyśla się też pani, kto to taki?