— Zawracanie! A, jak Boga kocham, zarazbym się sprowadził do niego odmieszkać gażę. Ale to bajki! Skądby on wziął tyle groszy?...

— Ciepiszewski widział go z faktorami od domów.

— Nianiu! — zawołała Cabińska.

Niania śpiesznie szła, niosąc przez fartuch list jakiś.

— To nie ja, to Felka zbiła lustro; rzuciła szampanką, celując w lichtarz, a trafiła w lusto... Brzdęk!... i już trzydzieści rubli przybyło do rachunku. Ten gruby tylko się skrzywił.

— Nie kłam! ja przecież nie byłam pijana i dobrze pamiętam, kto stłukł.

— Pamiętasz?... A pamiętasz, jak skakałaś ze stołu, a potem zdjęłaś buciki i... ha! ha! ha! ha!...

— Cicho!... — zawołał ostro Topolski na chórzystki, opowiadające sobie wrażenia dnia wczorajszego.

Przyciszyły się, ale Mimi zaczęła prawie głośno opowiadać Kaczkowskiej o nowym fasonie kapelusza, jaki zobaczyła na ulicy Długiej.

— Jeżeli tak będzie dłużej, to już nie wytrzymam. Gospodarz wymówił mi komorne. Wczoraj ostatni łach prawie zastawiłam, bo musiałam kupić wina Jankowi. Biedactwo tak wolno przychodzi do zdrowia; chce już wstawać, nudzi się i kaprysi; potrzebaby mu coś lepiej dawać jeść, a tu ledwie na herbatę starczy... Jeżeli się nie zaangażuję do Ciepiszewskiego i nie wezmę forszusu, to mnie gospodarz wyrzuci na bruk, bo nie będę miała czem zapłacić...