Janka dała jej dziesięć rubli, obiecując solennie zapłacić resztę w przeciągu kilku dni, bo miału wszystkiego już kilka rubli zaledwie.

Obliczyła się i ze zdumieniem myślała, gdzie ona wydała i na co w przeciągu pięciu tygodni, coś około dwustu rubli, z którymi przyjechała z Bukowca.

— Jak to będzie dalej? — szeptała, postanawiając jak najprędzej mówić Cabińskiemu o zaległą gażę.

Zrobiła to zaraz na pierwszej próbie.

Cabiński skoczył, jakby go kto chciał zamordować.

— Nie mam, jak Boga kocham, nie mam! Zresztą... początkującym adeptkom za pierwsze miesiące nie płacę nigdy. Hm! dziwne, że pani nikt nie objaśnił. Drugie cały sezon są i nie kołaczą mi głowy gażą... Powinno pani tymczasowo starczyć to, że jesteś pani w pierwszorzędnem towarzystwie. Hm!... zresztą... pani się coś tam podobno należy za lekcye?...

Słuchała ze strachem i odezwała się po prostu:

— Panie dyrektorze! ale ja za tydzień już żyć nie będę miała z czego... Nie mówiłam dotychczas nic, bo miałam pieniądze jeszcze z domu.

— A ten stary... mecenas... nie może to dać?... przecież wiadomo, że...

— Dyrektorze!... — szepnęła, oblewając się rumieńcem.