Sytuacya była dosyć komiczna, bo chłop się tłómaczył i opierał, więc szmer śmiechów zerwał się w widowni, kiedy schodzili ze sceny.
Głogowski poszedł szukać Janki. Stała na schodkach, prowadzących do garderoby i jeszcze nie mogła przyjść do siebie; oczy jej promieniowały jakiemś głębokiem zadowoleniem.
— Bardzo dobrze!... to była chłopka prawdziwa! Masz pani temperament i głos, dwie pierwszorzędne rzeczy! — powiedział do niej Głogowski i odszedł na palcach na swoje miejsce.
— Może zrobić wywołanie? — szepnął mu do ucha Cabiński.
— Zdechnij pan i idź do dyabła! — odpowiedział również cicho i poczuł szaloną chętkę uderzenia go w ucharakteryzowaną twarz, ale znowu przyszła mu nowa myśl, bo zobaczył nianię, stojącą niedaleko i surowo, a z pewnem nabożeństwem patrzącą na scenę.
— Nianiu!
Niania niechętnie podeszła do Głogowskiego.
— Powiedzcie nianiu, jak się wam widzi ta kumedya? — spytał ciekawie.
— Przezwisko je niepolityczne całkiem... Chamy!...To się wi, że wieski naród nie jest ślachta, ale żeby zaraz tak przezywać na ludzkie pośmiewisko, to je grzych!
— No, mniejsza!... ale czy ci ludzie podobni są do wiejskich?