Cabińscy, Majkowska i Topolski, Mimi i Wawrzecki, Glas na bawiciela, pan ma się rozumieć. Kogoby tu jeszcze?...
Kotlicki chciał podać Jankę, ale krępował się odezwać z tem głośno.
— Aha! wiem... Orłowska... Filipka! Widziałeś pan, jak ją pysznie zagrała...
— Rzeczywiście, dobrze... — odpowiedział, spoglądając na niego podejrzliwie, bo pomyślał, że i Głogowski musi mieć na nią jakieś plany.
— Idź-no pan zamówić wszystkich... ja zaraz przyjdę.
Kotlicki poszedł na ogródek, a Głogowski pobiegł na górę do garderoby chórzystek i zawołał przeze drzwi:
— Panno Orłowska!
Janka wychyliła głowę.
— Niech-no się pani prędko ubiera; pójdziemy na kolacyę całą bandą, tylko bez najmniejszego protestu.
W pół godziny siedzieli już w gabinecie jednej z większych restauracyj na Nowym-Świecie.