Energicznie rzucono się na wódkę i przekąski, bo to kilkogodzinne denerwowanie się zaostrzyło niezmiernie apetyty. Mówiono mało, ale pito wiele.

Janka nie chciała pić, ale Głogowski prosił i wykrzykiwał:

— Masz pani pić i basta! Na takim zacnym pochówku, jak dzisiejszy musisz pani pić...

Wypiła jeden na próbę, ale potem musiała pić dalsze; zresztą czuła, że to ją dobrze usposabia, bo miała w sobie jeszcze resztki tremy i drżenia o los sztuki.

Po rozmaitych daniach, garsoni ustawili całą bateryę butelek wina i likierów.

— Będzie czem walczyć!... zawołał wesoło Glas, uderzając nożem w butelkę.

— Padniesz ofiarą własnego zwycięstwa, zobaczysz, jeżeli z takim zapałem będziesz dalej atakował.

— Mówcie sobie, a my pijmy! — zawołał Kotlicki, podnosząc kieliszek. — Za zdrowie autora!

— Udław się, Syngalezie!.. — mruknął Głogowski, podnosząc się i trącając ze wszystkimi.

— Niech żyje i niech co rok pisze nowe arcydzieło! — krzyknął Cabiński, już dobrze podchmielony.