— Dyrektor także co rok prawie tworzysz arcydzieła, a nikt ci przecież tego nie wymawia.

— Bożą i ludzką pomocą, panowie, tak, tak! — rzekł Cabiński.

Zarzecka wybuchnęła śmiechem, a za nią wszyscy.

— Niech-że cię uścisnę!... przynajmniej raz nie kłamiesz! — krzyczał Glas.

Cabińska aż się pokładała ze śmiechu.

— Zdrowe dyrektorstwa! — zawołał Wawrzecki.

— Niech żyją i z Bożą i ludzką pomocą tworzą więcej arcydzieł.

— Zdrowie całego towarzystwa!

— A teraz wypijmy na cześć publiczności.

— Za pozwoleniem. Ponieważ ja tu jestem jedynym jej przedstawicielem, więc mnie oddajcie hołd. Przystępujcie do mnie z uszanowaniem, pijcie do mnie... możecie mnie nawet całować i prosić o jaką łaskę; rozważę i co będę mógł dać, dam! — wołał rozbawiony Kotlicki.