Rzuciła mu się po raz pierwszy sama w ramiona.
— Wszyscy wiedzą!... — szepnęła, ukrywając twarz na jego piersiach.
Domyślił się, o co jej chodzi.
— No, to i cóż?... kryminał, czy co!?... — odpowiedział.
I siadł chmurny, rozcierał kolano i gniewnie rzucał się na krzesełku.
Spostrzegła jego stan i zapomniawszy o sobie, zapytała:
— Co tobie jest?... czyś chory?...
— Nic mi nie jest... Winienem tylko komuś kilkanaście rubli i oddać nie mogę... Matce mówić nie mogę, bobym ją jeszcze dobił... choruje znowu!... Cabiński nie chce nic dać i urwij-że sobie łeb!...
Kłamał, ot tak sobie, bo grał całą noc i przegrał wszystko.
Jance przypomniał się dług, zaciągnięty u Głogowskiego, więc bez namysłu odpięła złoty zegarek z takąż dewizką i położyła przed nim.