Przy obiedzie, Kręska ośmieliła się sama z czemś odezwać.
— Aha!... z panią się muszę jeszcze załatwić!...
Kręska zbladła. Zaczęła mu mówić o Jance, o swojej życzliwości, o tem, jak ona ją odwodziła od wyjazdu, jak ją serdecznie błagała...
— Głupiaś pani!... pojechała, bo chciała... Niech tam kark skręci!...
Kręska zaczęła się rozwodzić nad osamotnieniem jego.
— Suka!... — mruknął, spluwając pogardliwie. — Pani możesz sobie jeszcze dzisiaj odjechać. Zapłacę, co się należy i precz mi z domu, bo, przysięgam Bogu, że przez robotników wyrzucić każę!... Jak sam to sam... bez opiekunek!... Suka!... przysięgam Bogu!...
Rozbił szklankę o stół i wyszedł.
II
Ogródek teatralny się budził.
Kurtyna ze skrzypem poszła w górę i ukazał się rozczochrany chłopak, bosy i w koszuli, i wziął się do zamiatania przybytku sztuki. Kurz tumanami płynął na ogródek, osiadał na czerwonem suknie krzeseł i na rzadkich liściach kilku suchotniczych kasztanów.